19.03.2013

"To late"

Cześć wszystkim :)

Wiem, że nikt nie czyta tego bloga,bo tu nie ma yaoi ale chciałabym to dodać :)
Opowiadanie napisane już jakiś czas temu na pewien konkurs. Mam nadzieje, że się spodoba, ponieważ jest to dla mnie ważne :3
~Hira

_______________________________________________________________

Song~

,,To Late"




       Poczuła to piękne ciepło, które towarzyszy jej każdego dnia. Uśmiechnęła 
się i otworzyła oczy:
-Dzień dobry - szepnęła, patrząc w witające ją brązowe tęczówki swojego mężczyzny.
Uśmiechnął się, kładąc dłoń na jej policzku:
-Dzień dobry - ucałował jej czoło.
          Miłość. Nigdy nie myślała, że kiedyś pozna prawdziwe znaczenie tego słowa. Odkąd 
go poznała nie potrafiła przestać o nim myśleć. Kochała go nad życie.
Jednak czasami było naprawdę ciężko, ponieważ cierpi on na bardzo rzadką chorobę mózgu. Jego umysł podsuwa mu fałszywe obrazy i informacje, które od razu bierze sobie do serca. Na szczęście trwa to tylko chwilę, a później wszystko wraca do normy.
          -Jak się spało ?
-Oj - zaśmiała się, klepiąc go lekko w klatkę piersiową - Zawsze rano mnie 
o to pytasz - chichotała.
-I będę cie pytać do końca życia, więc ? - uniósł brew.
-Hmm...-udawała, że myśli - No wiesz...tak sobie - stwierdziła i szybko wyskoczyła 
z łóżka.
-Ty! -krzyknął rozbawiony, pędząc za nią.
Gdy chciała otworzyć drzwi, by uciec z ich wspólnej sypialni, on objął 
ją od tyłu, zaciskając ręce na jej talii. Próbowała się wyrwać, ale był zbyt silny:
-Kim Jonghyun! - krzyczała, śmiejąc się.
Kim podniósł ją, położył z powrotem na łóżku i zawisł na nią:
-Jak ci się spało? - zapytał ponownie.
Patrzyła na niego, a on na nią tym swoim głębokim, a zarazem drapieżnym spojrzeniem.
Uśmiechnęła się promiennie:
-Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie, na ślubie twojej siostry ? Wpadłeś 
na mnie i wylądowaliśmy w takiej pozycji, w jakiej jesteśmy teraz.
Nie potrafił się powstrzymać. Wpił się w jej usta, składając na jej ustach namiętny pocałunek:
-Zakochałem się wtedy w tobie od pierwszego wejrzenia.

          Siedział przy kuchennym stole z kubkiem gorącej kawy w dłoniach, obserwując krzątającą się przy blacie swoją kobietę. Uśmiechnął się. Patrząc na nią czuł niezidentyfikowane uczucie w środku tak, jak każdego dnia. Mógł na nią patrzeć bez przerwy. Było to przyjemne.
Dziewczyna nagle odwróciła się i pięknie uśmiechnęła:
-Zaraz wracam - odparła i ruszyła w stronę łazienki.
Patrzył jak odchodzi, jakby to był ostatni raz gdy ją widzi. Gdy zniknęła 
z zasięgu jego wzroku, skupił go na kubku, który trzymał w dłoniach. Zamknął oczy 
i rozluźnił się. Widział ją. 
W swojej głowie. Uśmiechniętą.
Uśmiechną się do siebie, ale po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy, widząc z nią innego mężczyznę. Chwycił jej dłoń, a ona przybliżyła 
się do niego i...
Otworzył oczy. Siedział w bezruchu, cały drżąc. Rozejrzał się po kuchni 
i skupił wzrok na nożu leżącym na blacie kuchennej szafki. Wstał z krzesła 
i podszedł do niego. Powoli wziął go i zacisnął dłoń na jego rączce, przyglądając się ostrzu.
          Patrzyła w lustro, wycierając dłonie ręcznikiem. Po chwili oparła 
się o umywalkę, dokładniej przyglądając się swojemu odbiciu:
-Jak to możliwe, że wybrał akurat ciebie spośród wszystkich kobiet 
na świecie ? - zapytała siebie.
Wystawiła dłoń przed twarz. Uśmiechnęła się, patrząc na obrączkę na palcu.
-Jestem taka szczęśliwa - westchnęła, opuszczając dłoń. Ostatni raz spojrzała w lustro i wyszła.
Zatrzymała się przed schodami prowadzącymi w dół, widząc na parterze przed schodami Jonghyun'a.
-Jonghyun...- zaczęła schodzić po schodach, lecz gdy on podniósł 
na nią wzrok nie dokończyła i zatrzymała się w połowie. 
Od razu poznała jego spojrzenie. Były pełne wściekłości, smutku i bólu.
-Jonghyun ? - zeszła o jeden stopień niżej i dzieliło ich teraz już tylko cztery 
stopnie. - Co się... - przerwała, zauważając jak Kim wyjmuje zza siebie dłoń 
z nożem. Ogarnął ją strach i przerażenie. - Jonghyun ?-wyszeptała, opadając na schody. - Co ty robisz ?
-Zabiję cię...- Zaczął, unosząc nad głowę dłoń z ostrzem. - Zabije, słyszysz ?!-wycelował w nią, ale nim zdążył zrobić zamach, dziewczyna wspięła się po schodach na piętro, uciekając.
Jonghyun nie tracąc czasu pośpiesznie ruszył za nią.
          Znów. Znów się tak zachowywał. Znów sobie coś wyobraził. Tym razem to coś naprawdę poważnego. Biegł za nią z nożem.
-Jonghyun - odwrócił się do niego, unosząc dłonie jakby chciał go odepchnąć. - Jonghyun, uspokój się. Wszystko będzie dobrze.
-Zdzira! - syknął przez zaciśnięte zęby, idąc w jej stronę powolnym krokiem. - Wiedziałem, że tobie nie powinno się ufać...Robiłem dla ciebie wszystko, rozumiesz? Wszystko! 
A ty ?-ściszył ton. - Przy pierwszej lepszej okazji poleciałaś na innego!
-To niemożliwe. Przecież ciebie kocham! - krzyknęła, a jej oczy zaszły łzami. - Ciebie i tylko ciebie. - mówiła coraz ciszej. - Nikogo innego.
-Kłamca! - krzyknął, popychając ją. 
Dziewczyna przewróciła się na podłogę. Postanowiła się gdzieś skryć do czasu gdy mu przejdzie. Nie chciała się z nim kłócić, a to co mówił było straszne.
Podniosła się szybko, chwyciła klamkę drzwi łazienki, które były zaraz obok, otwierając je. Gdy już miała za nimi zniknąć, poczuła ostry ból w lewym nadgarstku. Padła na podłogę, odwracając się szybko na plecy. Wiedziała, że krwawi, ale to było teraz mało ważne. Widząc na korytarzu Jonghyun'a, z przerażoną miną i zakrwawionym nożem w dłoni, kopnęła drzwi, zatrzaskując je.
Patrzył przerażony na nóż, gdy całą świadomość wróciła. Upuścił nóż na podłogę i podbiegł do drzwi łazienki.
-Nicole ! - zaczął szarpać klamką, ale drzwi nie otworzyły się. - Nicole otwórz!
-Odejdź! - krzyknęła z bólem w głosie. - Zostaw mnie!
-Nicole proszę. Otwórz. Przepraszam. Ja...
-Odejdź - głos dziewczyny był strasznie cichy. Była bardzo słaba.
Jonghyun odsunął się od drzwi i zaczął w nie kopać chcąc wyważyć. Kapnął raz, drugi, trzeci aż zamek w końcu puścił. Drzwi otworzyły się na oścież, a on zobaczył ją w kącie całą we krwi. Szybko do niej podbiegł i uklęknął.
-Nicole przepraszam - szeptał, a po jego policzkach zaczęły spływać łzy.
Wziął jej rękę w dłoń, szarpnął wiszący obok ręcznik i silnie związał za raną.
-Jonghyun wiesz, że Cię Kocham? - uśmiechnęła się delikatnie.
-Wszystko będzie dobrze-wyjął drżącymi dłońmi telefon z kieszeni.
-Nie dzwoń. Nie trzeba. - Zatrzymała go, chwytając jego dłoń.-Już za późno.
-Co? - wyszeptał. - O czym ty mówisz?
Sulli tylko uśmiechnęła się po czym przybliżyła do niego i pocałowała go.
-Kocham Cię Jonghyun. - przytuliła się do niego, a on to natychmiast 
odwzajemnił. - Kocham...- szepnęła cicho i jej głos zniknął.
-Nicole ? - odsunął ją od siebie i ujął jej twarz w dłonie. Jej oczy był zamknięte, a twarz 
pobladła. -Nicole.-Potrząsnął nią, ale ona nie zareagowała. - Nicole ! - krzyknął, ale znów nic. 
Położył głowę na jej piersi, mocząc jej zakrwawioną koszulkę łzami. 
Tak bardzo ją kochał, tak bardzo chciał z nią spędzić całe życie. Zabił ją. On sam.
Podniósł wzrok i spojrzał w stronę drzwi, na nóż leżący na korytarzu. Wstał, podszedł do niego 
i podniósł po czym znów wrócił do swojej ukochanej. Oparł się o ścianę, wciągając ją na siebie 
i mocno objął jedną ręką. Drugą, wraz z nożem, przyłożył do swojej prawej piersi.
-Kocham Cię Nicole. - Szepnął jej do ucha i silnie pchnął ostre narzędzie do skóry.
Po jego policzku spłynęła ostatnia łza i zniknął...
...Razem z nią.




17.02.2013

"Duch Lasu"~~Rozdział 1



"Duch Lasu"


~~Rozdział 1


     Podjechali samochodem pod ich nowy dom. Wyjrzeli przez prawe okno pojazdu podziwiając jego wygląd. Nie wielki, drewniany domek na dwa piętra, za którym ciągnął się las.

Młodszy chłopak, który siedział obok kierowcy wyszedł na zewnątrz, zamknął drzwi samochodu starszego brata i z wielkim bananem na ustach patrzył na domek i okolicę.
-Hyung!  -młodszy zawołał swojego brata na co ten wyszedł z samochodu i oparł się o dach samochodu. - Zobacz jak tu pięknie! - nie potrafił przestać się uśmiechać i podskakiwać z radości. - Będziemy tu mieszkać!  - pisnął i po wbiegnięciu na werandę domku wbiegł do środka.

Uśmiechnął się szczęśliwie na widok swojego młodszego braciszka. Ostatni raz był tak szczęśliwy przed śmiercią ich matki, która zginęła dwa miesiące temu w wypadku samochodowym. Młody cierpiał najbardziej iż był z nią związany najbardziej. Ojca starszy nie pamiętał, a młodszy nie poznał. Matka powiedziała im, że zostawił ich dla innej kobiety po narodzinach Taemin'a. Może dlatego tak się przywiązał do rodzicielki.
Zostali sami. Ich matka nie miała bliskiej rodziny, do której mogliby się zwrócić o pomoc. Minho, jako już pełnoletni, musiał zaopiekować się młodszym bratem.

Minho nie pracował ponieważ dla Taemin'a rzucił szkołę  więc nie miał żadnego wykształcenia. Jednak ich matka za życia była na tyle znaną skrzypaczką, że zarabiała dość dużą ilość pieniędzy. Ich większość przekazana była na studia Minho, które teraz wykorzystali na zakup drewnianego domku w środku dziczy.
Ten był najtańszy, więc musieli wybrać ten, by jeszcze coś zostało na jedzenie, wodę i prąd.

-Hyung! Hyung! Chodź zobacz! - młody krzyczał z balkonu na drugim piętrze, wymachując dłońmi.
-Dobrze dobrze. Już idę. - odepchnął się dłońmi od samochodu i podszedł do bagażnika.-Uważaj, nie wypadnij!
-Dobrze, hyung - uśmiechnął się i znowu zniknął we wnętrzu budynku.

Minho wyjął z bagażnika dwie wielkie walizki, zamknął bagażnik i z torbami ruszył do środka.

Postawił je obok kanapy i rozejrzał się po pomieszczeniu. Zaraz po wejściu do domku znajduję się w salonie, a także na przeciwko wejścia znajdują się drewniane schody na prowadzące na górę.
Salon był całkiem przytulny: kominek, w którym jak na razie nie palił się ogień, stary telewizor, szafa, dwa fotele, stolik a kanapa pokryta starymi, ręcznie robionymi kocami.
Po jego prawej stronie, kilka metrów dalej, znajdowało się wejście do kuchni. Już miał tam pójść gdy znowu usłyszał wołanie z góry:
-Minho-hyung! Chodź w końcu! Chcę ci coś pokazać!
-Już idę!

Wszedł po schodach zatrzymując się w krótkim korytarzy z trzema parami drzwi. Jedna znajdowały się po lewej stronie, drugie na przeciwko, a trzecie po prawej stronie, z których wychylała się uśmiechnięta twarzyczka trzynastoletniego Taemin'ka.
-Szybko.-rzucił i zniknął w pomieszczeniu.

Minho ruszył w jego kierunku aż stanął w drzwiach do małego pokoju z jednoosobowym łóżkiem, biurkiem  z małą lampką i szafą. Na drewnianej podłodze znajdował się okrągły, brązowy, puszysty dywan niczym sierść niedźwiedzia.

Skupił wzrok na chłopcu, który stał przy oknie, muskając szybę palcami:
-Minho-hyung...zobacz jaki piękny widok. - szepnął, nie odwracając się do brata.

Starszy podszedł do okna otwierając szerzej oczy i wstrzymując dech w piersi.
Za oknem w dół była wielka przepaść. Znajdował się tam las przez który przepływała rzeka aż do dalekich, wznoszących się gór. Nie które miejsca były przykryte przez puchy chmur.
Cały widok wyglądał jak obrazek, tak nierealny, namalowany najżywszymi kolorami.
Spojrzał w niebo. Było bezchmurne, na którym świeciło słońce. To było dziwne, bo z drugiej strony było zachmurzone bez jakiegokolwiek promienia słońca. Jakby zupełnie dwa różne światy.

-To będzie mój pokój, dobrze Hyung? - spojrzał w górę na o wiele wyższego brata.
-Dobrze, Minnee - uśmiechnął się, gładząc go po brązowych włosach.
-Dziękuję - przytulił się się do niego, obejmując w pasie.

Minho pochylił się i ucałował brata w czubek głowy po czym mocniej do siebie przytulił.
To był cel jego życia...by Tae był szczęśliwy.


***

    Siedział na swoim nowym puszystym dywanie rozpakowując walizkę. Minho w tym czasie przygotowywał kolację, więc siedział sam przy otwartym oknie. Cały czas wsłuchany w szum płynącej niżej rzeki, a także szelest drzew. Co jakiś czas gdzieś wgłąb całego leśnego świata wycie wilków.

Podniósł się powoli z ziemi i podszedł do okna. Oparł się o parapet i zajrzał w niego. W las. Miał dziwne wrażenie, że ten las żyje. Tajemniczy, magiczny.

-Taemin? - w drzwiach pojawiła się sylwetka Minho. - Chodź na kolację na dół.
-Dobrze, Hyung. - uśmiechnął się do niego. - Już schodzę.

Gdy usłyszał jak starszy schodzi po schodach odwrócił się z powrotem do okna.
Spojrzał w górę na rozgwieżdżone niebo. Wyglądało przepięknie. Nigdy nie widział czegoś podobnego.

-Mamo....dziękuję - uśmiechnął się, a do jego oczu napłynęły łzy. - Kocham Cię.


***


    Wsunął się pod kołdrę, a Minho usiadł przy nim na łóżku.
-I co? Podoba Ci się tu? - zapytał straszy, głaszcząc go po ramieniu.
-Żartujesz?! Tu jest cudownie! - podniósł się i przytulił do Minho. - Mama była by z Ciebie dumna.

W oczach starszego nazbierały się łzy, a on mocniej przytulił do siebie drobne ciałko brata.
-Kocham Cię Taemin.
-Ja Ciebie też, Hyung.

Taemin odsunął się od Choi, uśmiechając. W końcu wygodnie ułożył się na poduszce.
-Dobranoc, hyung.
-Dobranoc - pochylił się i pocałował go w czoło.

Wstał, podszedł do drzwi i po ostatnim zerknięciu na Lee zgasił światło i wyszedł.


C.D.N.

26.01.2013

,,Zakazany Owoc"~~Prolog


Znowu ja. ;3

Na blogu beststory piszę opowiadanie ,,Black&White", które nie jest czytane przez wiele osób jednak jeśli ktoś jest zainteresowany to zaczęłam pisać je na nowo w lepszej jakości i pisane będzie tutaj pod nazwą ,,Zakazany Owoc". Dla osób ciekawych tej historii dodaję na razie bardzo krótki prolog i mam nadzieje, że po jego przeczytaniu będziecie wracać i czekać na rozdział 1.
~Hira

_______________________________________________________________


,,Zakazany owoc"
~~Prolog


      Znaleźli go. W końcu. Spodziewał się tego. To było do przewidzenia.
Stał naprzeciwko nich, uśmiechając się dominująco, trzymając dłonie w kieszeni i czując się całkiem na luzie.
Gdy chciał otworzyć usta, by coś powiedzieć, najwyższy ze wszystkich i chyba "przywódca" machnął raz, a porządnie ręką, a mężczyzna padł na ziemię. Nie mieli zamiaru odejść. Nie żałowali kolejnych uderzeń. Kopali go w brzuch, w plecy i gdzie tylko się da.
Nie bronił się, bo wiedział, że i tak nie ma szans. Było ich za dużo i choć ból przeszywał jego ciało, on się śmiał. Śmiał się na cały głos do czasu gdy mężczyźni uciszyli go uderzając go w głowę szklaną butelką z piwa.
Wiedzieli, że to już koniec. Nie ruszał się.Wszyscy razem go podnieśli i wrzucili do krzaków za jedną ławką z parku miejskim, w którym się znajdowali.
Usłyszeli kroki, więc szybko uciekli zostawiając go zdanego jedynie na  śmierć...

25.01.2013

,,Książę z Bajki"

Hay :3 Tu Hira.

      Postanowiłam założyć nowy blog, który jest odzwierciedleniem forever-hira.blog4u.pl, który za jakiś czas zostanie usunięty. Ty nie będzie żadnego yaoi ani Shinee. Tu będzie to, co mam w głowie i to, czego nie dodaje na beststory.blog4u.pl.
 Mam nadzieje, że będziecie wpadać, czytać i komentować co jest wynagrodzeniem dla mojej pracy i bardzo wam wszystkim za to dziękuję. Kocham was za to, bo to jedyna rzecz, która mnie uszczęśliwia.
Chciałabym dać w wasze łapki opowiadanie, które jakiś czas temu oddałam na konkurs. Oczywiście nie wygrałam w nim, ale liczą się dobre chęci, nie ?
Mam nadzieje, że się wam spodoba.
________________________________________________________

 ,,Książe z Bajki" 

      Usiadłam na ławce, kładąc na kolana szkicownik i ołówek. Nabrałam nosem świeżego, jesiennego powietrza po czym wypuściłam go ustami. Pochyliłam się lekko do przodu, podpierając dłońmi o ławkę i rozejrzałam się dookoła. Dzień był wspaniały. Początek jesieni, a temperatura była jeszcze całkiem wysoka co pozwalało przyjemnie spędzać czas poza domem, a trawniki i uliczki pokryte dywanem kolorowych liści tworzyły cudowną atmosferę.

 Skupiłam wzrok na witającej się parze. Młoda dziewczyna zakryła dłońmi usta, gdy przystojny mężczyzna, który stał przed nią, wyciągnął zza pleców bukiet pięknych, czerwonych róż. Uśmiechnęłam się, gdy szczęśliwa, a jednocześnie zaskoczona, zabrała bukiet i złożyła na jego policzku motyli pocałunek. Coś jeszcze do siebie powiedzieli, uśmiechnęli się do siebie i odeszli.

 Ciężko wzdychając, opadając na drewniane oparcie. Mam już dziewiętnaście lat, a jeszcze nigdy nie miałam chłopaka.

 Odchyliłam głowę do tyłu, spojrzałam na błękitne niebo i zaczęłam się zastanawiać jakby wyglądał mój książę z bajki. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej, kładąc swoje baleriny w kwiatki na ławce i oparłam szkicownik o uda.

 Jaki by on był? Śnieżnobiały uśmiech, który by mnie rozgrzewał i odpędzał smutek. Silny, by brał mnie w ramiona i już nigdy nie puszczał. Bym mogła być jak najbliżej niego. Bym czuła się kochana i ta jedyna. Namiętny. Tak, namiętny, by zabierał mnie na romantyczne kolacje przy świecach, a później kochalibyśmy się całą noc. Musiałby być także zabawny, by rozweselał i rozśmieszał mnie gdy będę smutna, ale także troskliwy i opiekuńczy, by opiekował się mną gdy zachoruję. By był przy mnie cały czas.

 -Czy tak dużo wymagam ?- jęknęłam zawiedziona.- Eh...To w ogóle nie możliwe, by taki ktoś w ogólne istniał.-pokręciłam głową i zabrałam się do rysowania.

 Na kartce pojawiły się pierwsze linie ołówka. Rysowałam naprawdę szybko tak, jakby był tu gdzieś obok. Jakbym naprawdę go widziała. Wyraźne rysy twarzy, a szczególnie linii szczęki, pełne usta, które całowały by mnie namiętnie i ten szczery uśmiech, ale także te dwie małe szparki z kurzymi łapkami w kąciku oka. Dłuższe włosy tak do...linii szczęki? Tak. Tak by było świetnie.

 Roztarłam jeszcze palcem ołówek w niektórych miejscach, by nadać cieni i odsunęłam od siebie zeszyt, by spojrzeć na moje dzieło. Cholernie przystojny tak, jak chciałam. Każda dziewczyna by mi zazdrościła, ale on kochał by tylko mnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam zeszyt do piersi. Tak bardzo bym chciała by on naprawdę tu był i obejmował mnie. Ostatni raz spojrzałam na rysunek i zamknęłam zeszyt. Schowałam ołówek do kieszeni i wstałam. Gdy chciałam zrobić pierwszy krok w kierunku mojego mieszkania zderzyłam się z kimś, a mój zeszyt wylądował na brudnej ziemi. Pisnęłam i szybko się po niego schyliłam. Cały chodnik był mokry, bo w nocy padał deszcz.

 -Bardzo panią przepraszam- usłyszałam zmartwiony męski głos, jednak nie podniosła na niego wzroku. Musiałam jak najszybciej wytrzeć zeszyt, więc naciągnęłam rękaw bluzy na dłoń i szybko starłam krople wody i kawałki liści.
-Nic się nie stało - uśmiechnięta postanowiłam w końcu spojrzeć mu w twarz, ale gdy to zrobiłam uśmiech z mojej twarzy zniknął, a szkicownik znów wylądował na chodniku. Mężczyzna szybko po niego sięgnął i podniósł. Przetarł go dłonią i wyciągną w moją stronę.
-Proszę bardzo - uśmiechnął się, a ja znieruchomiałam.

 Ta twarz, te usta, te oczy, ten uśmiech...Dokładnie taki sam jak sobie go wyobraziłam i narysowałam. Nie możliwe!

 -Jeszcze raz bardzo przepraszam. Ja naprawdę nie chciałem - znów się uśmiechną, a mnie zacisnęło w żołądku.-Dopiero się wprowadziłem i czuję się trochę zdezorientowany - podrapał się w czubek głowy- Nikogo tu nie znam - rozejrzał się dookoła jakby kogoś szukał, ale szybko znów skupił się na mnie.

Chciałam coś powiedzieć ale nie umiałam. Jego wzrok mnie strasznie onieśmielił. Był przystojny. Tak bardzo. Za bardzo.

 -Ja...dziękuję - szepnęłam cicho, zabierając od niego zeszyt.
 -Powinienem bardziej uważać. Jestem trochę niezdarny - uśmiechnął się kolejny raz, a teraz jego oczy przypominały dwa pół księżyce. Kochane.- Ale jak już tam wpadliśmy na siebie to może....wybrałabyś się ze mną na kawę ? Jeśli oczywiście masz czas. Jeśli nie, to zrozumiem.
-Nie mam - zaśmiałam się - Mogę iść. Chętnie.
-Naprawdę ? Dziękuję. Oczywiście ja stawiam - powiedział szybko, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu. Był taki wesoły - A tak ogólnie to...- podał mi dłoń - ...Onew jestem.
Uśmiechnęłam się i podałam mu dłoń.
-Rose, a tak po za tym to mówisz, że dopiero się wprowadziłeś, więc wiesz w ogóle gdzie jest jakaś kawiarnia?
Zmarszczył brwi po czym zrobił duże oczy. Zatkało go.
-Rozumiem, więc chodź. Przytulna kawiarnia jest zaraz obok na rogu.
Uśmiechnął się i ruszyliśmy powoli w tamtym kierunku, zaczynając rozmowę.

 Wiecie co...coś mi się wydaje, że teraz właśnie zaczęła się moja miłosna historia. Ja i mój książę z bajki. Trzymajcie kciuki.